Barwny ptak – OnetMuzyka – 17.05.2011

http://muzyka.onet.pl/publikacje/wywiady/barwny-ptak,1,4620479,wiadomosc.html

Z Michałem Szpakiem rozmawia Paweł Piotrowicz
Widzów i jurorów “X Factora” zachwycił już swoim pierwszym występem, z miejsca stając się faworytem do zwycięstwa w programie. Ma barwną osobowość, ekscentryczny image i, jak twierdzi, doskonale wie, czego chce. Nie wszyscy go akceptują – z tego powodu zmienił nawet szkołę. Jedno jest pewne: nikt nie budzi dziś tylu skrajnych emocji co ten kontrowersyjny dwudziestolatek z Jasła.

Dopiero co usiedliśmy, a już ktoś zdążył cię rozpoznać i pozdrowić. Spodziewałeś się, że tak szybko staniesz się popularny?
MICHAŁ SZPAK: Że aż tak szybko to nie [śmiech].

Więc jak się z tym czujesz?
Jak ryba w wodzie. Zawsze tego chciałem. Być na scenie, śpiewać, zostać kimś sławnym. Rozpoznawalność w ogóle mi więc nie przeszkadza, przeciwnie, uwielbiam to. Inaczej nie przystąpiłbym do tego programu.

Budzisz skrajne emocje. Z jednej strony jesteś chwalony za swoje występy w „X Factorze”, z drugiej równie często się ciebie krytykuje za wizerunek. Doczekałeś się nawet swoich antyblogów.
Nie czytam ich, ale cieszę się, że nie jestem obojętny. Lepiej, by o mnie mówiono, nawet źle, niż by miano nie mówić w ogóle. Ja i tak myślę przede wszystkim o byciu na scenie. To ona daje mi wolność wyrażania siebie, swoich uczuć, wnętrza. Nie wyobrażam sobie, bym miał z tego zrezygnować. Scena to mój żywioł.

Fakt, że w programie oglądają cię także miliony Polaków, nie wpływa na ciebie deprymująco?
Zupełnie nie. Niestraszne mi też żadne piski czy nawet gwizdy. Nie zraziłbym się nawet pewnie wtedy, gdyby w moim kierunku poleciały jakieś przedmioty.

Przyjąłbyś pomidora z godnością?
Wywinąłbym się, dzięki czemu miałbym przynajmniej ciekawszy układ choreograficzny [śmiech].

Zamierzasz poprosić burmistrza Jasła o mieszkanie za to, co zrobiłeś dla miasta, jak zasugerował ci Kuba Wojewódzki?
Kto wie? To w sumie niegłupi pomysł, bo chyba coś dla promocji miasta faktycznie zrobiłem. Może więc się zwrócę z jakąś prośbą, choć pewnie nie o mieszkanie, bo i tak mam gdzie mieszkać.

Jak wyglądają zakulisowe relacje między uczestnikami “X Factora”?
Jeśli pytasz, czy są między nami jakieś wojny, niezdrowe rywalizacje i kopanie dołków, to muszę cię rozczarować. Przynajmniej ja nic o czymś takim nie wiem.

A z kim się najbardziej polubiłeś?
Tych osób już niestety w programie nie ma – to Adrianna Styrcz, Carolina Theophila, czyli polska Beyoncé, i dziewczyny ze Sweet Rebels.

Popularność większości uczestników takich programów jak “Idol” czy “Mam talent” okazywała się bardzo sezonowa. Dość szybko i brutalne zderzali się rzeczywistością. Jesteś na to gotowy?
Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Także dlatego wierzę, że w moim przypadku będzie inaczej.

By tak się stało, przydałoby się to wygrać. Myślisz o tym?
Nie ukrywam, że jestem coraz bardziej ciekawy jak to będzie. Ale nie wydaje mi się, by zwycięstwo było tu konieczne. I tak zamierzam spędzić swoje życie na scenie, więc jeśli nawet odpadnę, nic złego się nie stanie.

A może to tylko takie gadanie, asekuracja?
Nie. Ja zresztą i tak już wygrałem. Gdyby było inaczej, nie rozmawialibyśmy teraz.

Czy nie jesteś zbyt pewny siebie?
Nie chcę zabrzmieć jak osoba zadufana w sobie, czy arogancka, ale skoro zawsze chciałem zaistnieć i dopiąłem swego, to chyba mogę mówić o sukcesie? Po prostu znam swoją wartość.

Na czym ta znajomość polega?
Na tym, że nie zamierzam pozwolić nikomu sobą manipulować, narzucić jakiegokolwiek wizerunku, stylu, czegokolwiek.

Maja Sablewska zasugerowała ci na początku, że powinieneś zrezygnować z noszenia błyskotek. Posłuchasz?
Ani myślę [śmiech]. Nie byłbym wtedy sobą. Tak samo ubieram zarówno na scenie, jak i na co dzień.

Wychodzisz tak na miasto?
Oczywiście.

I jak reagują przechodnie?
Nie za bardzo się nad tym zastanawiam.

Nie wierzę… Musisz przecież czuć na sobie ich wzrok.
To prawda, tyle że nie spędza mi to snu z powiek. Zauważyłem tylko, że od kiedy stałem się rozpoznawalny, ludzie jakby bardziej mnie rozumieją. Nie ma już wytykania palcami, patrzenia z niesmakiem. Jest bardziej: “O, Michał Szpak idzie” albo “Zobacz, to ten Szpak z X Factora”.

A często podchodzą, zagadują, jak choćby przed chwilą?
Jasne, na przykład w pociągach. Zdarza się, że ktoś wchodzi do przedziału i chce porozmawiać. Często dostaję darmową herbatę albo ciastka od pań roznoszących picie i jedzenie. Ludzie naprawdę dostrzegają, że ja po prostu taki jestem, że na nikogo się nie stroję ani nie pozuję. To miłe.

Czyli twój image to nie prowokacja, tylko w stu procentach odbicie tego, jaki jesteś naprawdę?
Zdecydowanie.

Dużo czasu dziennie spędzasz przed lustrem albo główkujesz nad ubraniem?
No co ty. To jest błyskawica. Tra la la la i kreacja gotowa.

Kiedy taki się stałeś?
Już w dzieciństwie lubiłem się stroić się w różne ciuchy. Potem, gdzieś tak pod koniec gimnazjum, zacząłem mocno eksperymentować ze swoją garderobą. Im bardziej była fantazyjna, tym lepiej się czułem.

Jak reagowali rodzice?
Wspaniale. Jestem szczęściarzem, bo mam naprawdę tolerancyjnych rodziców. Nie przeszkadzały im więc ani pierścionki, ani bransoletki. Jedynie na początku tata miał pewne wątpliwości, czy robienie sobie kreski na oku albo malowanie paznokci to dobry pomysł. Z czasem się przyzwyczaił [śmiech].

A koledzy w szkole? Podobno z powodu swojego wyglądu musiałeś zmienić liceum.
Nie musiałem, ale mimo to tak zrobiłem, w pierwszej klasie. Do tamtego liceum uczęszczało też sporo młodzieży z okolicznych wiosek. Jasło to małe miasteczko, a osoby z otaczających je wsi nieco różnią się od mieszkańców wsi podwarszawskich. Tu jest przynajmniej jakiś przemiał kulturowy, a tam… wszelka oryginalność czy ekstrawagancja postrzegana jest jak kosmos. Mnie to jednak wcale nie zrażało.

To dlaczego tę szkołę zmieniłeś?
Nie chciało mi się z tymi ludźmi walczyć.

Musiało przecież nastąpić jakieś konkretne zdarzenie, które o tym przesądziło.
Nie, to było bardziej takie dziobanie. Nie chciałem dać się zadziobać [śmiech].

W wielu komentarzach na twój temat powtarza się jedna kwestia: “Szpak to na pewno gej. Albo transwestyta”.
Jak mówiłem, znam swoją wartość, znam też swoją orientację, więc wiem, jakim jestem człowiekiem. Niedawno jedna starsza pani stwierdziła w “Uwadze” w TVN, że dopóki jesteśmy młodzi, możemy bawić się swoim wizerunkiem. I ja tak właśnie robię. Na pewno nie po to, by być nazwanym gejem, transwestytą czy transseksualistą. Jeśli ktoś tak robi, jego problem. Na pewno nie mój.

Twoje stroje świadczą, że w modzie inspirujesz się niemal wszystkim. W ostatnim odcinku “X Factor”, gdy śpiewałeś „Fever” Little Willie Johna, założyłeś czerwony kostium w stylu dawnej Britney Spears.
Oczywiście. Przecież ja już nic nowego tutaj nie wymyślę. Nie da się, bo wszystko już powstało. Kreatywność sprowadza się więc do umiejętnego mieszania. Poza tym trendy ciągle wracają. Kiedyś modne było retro, dziś ono wraca, tyle że w nowszej, bardziej objechanej odsłonie. Podobnie jest w muzyce. Ona jest dla mnie najważniejsza. To całe moje życie.

Kiedy zauważyłeś u siebie talent wokalny?
Właściwie od samego początku. Śpiewałem od małego. Gdy miałem 9 lat, przystąpiłem do kółka wokalnego.

Ktoś cię uczył śpiewu?
Nie, nigdy nie pobierałem lekcji. Jestem pod tym względem naturszczykiem. Jedyna osobą, która dawała mi rady, była moja siostra. Ma 24 lata i uczy się we Włoszech śpiewu klasycznego. Jest naprawdę dobra.

Nie chciałbyś się poduczyć pod opieką jakiegoś profesjonalisty?
Oczywiście, że chciałbym, ale pod warunkiem, że nie byłby to ktoś, kto by mi na siłę wciskał swoje niespełnionych fantazje i próbował mnie hamować.

Czego najczęściej słuchasz?
Wszystkiego.

Nie mógłbyś trochę zawęzić?
Nie przepadam za thrash metalem i death metalem. Growling to nie dla mnie [śmiech].

A przecież do niedawna grałeś w grupie Whiplash! [“Whiplash” to tytuł jednego z utworów na “Kill’em All”, pierwszej płycie Metalliki, uznawanej za początek thrash metalu – przyp. Onet.pl]
Tak, ale gdy dołączyłem do zespołu, gdy nazwa już funkcjonowała. To była rockowa grupa, a ja wtedy jeszcze słuchałem naprawdę mało rocka. Znałem co najwyżej Scorpions, Nightwish, Aerosmith czy Guns N’Roses, może jeszcze parę kapel. I to wszystko. Dopiero potem tego rocka pojawiło się w moim życiu więcej, choć wcale nie był i nie jest w przewadze.

Jakich więc masz muzycznych idoli?
Jest ich bardzo wielu. Ważne dla mnie, by wnosili coś nowego, jakąś ideę, pomysł, wartość. Jak John Lennon, Michael Jackson czy David Bowie, który wprowadził prawdziwy teatr na scenie.

Wzorujesz się na nich?
Nie. Raczej wyciągam z nich to, co najlepsze [śmiech].

A z Lady Gagi co byś wyciągnął?
Ukończenie szkoły jazzowej. Gaga jest niesamowita, wspaniale gra, pisze, komponuje.

Wszystko przed tobą.
Niestety, nie gram na żadnym instrumencie i póki co, sam nie komponuję.

No to żebyś tylko nie wylądował w jakimś cover bandzie.
Nie ma mowy. Covery oczywiście lubię, zwłaszcza że wykonuję je we własnym stylu, w “X Factorze” świetnie się więc bawię. Ale śpiewać będę utwory premierowe.

Co to będzie?
Nie chcę zdradzać, bo szykuję wielką niespodziankę, choć nie od razu. Najpierw chcę wyjść z czymś, co będzie alternatywne w stosunku do tego, co się dziś promuje, a zarazem na tyle komercyjne, że znajdzie swoich odbiorców. A potem, gdy już zbiorę dostateczne środki, zaskoczę wszystkich. To będzie muzyka, jakiej jeszcze w Polsce nie było. Wymaga tylko zebrania potężnych środków finansowych.

A co jeśli kontrakt, jaki dostaniesz po ewentualnym zwycięstwie, narzuci ci rzeczy, które twoją artystyczną wolność ogranicza? Pójdziesz na kompromis?
Zawsze jestem gotowy na pewne kompromisy, pod warunkiem, że nie będę przez nie musiał przestać być sobą. Nie wydaje mi się, by wytwórnia chciała mi cokolwiek narzucać. Skoro się spodobałem, to znaczy, że ludzie będą czekali na płytę moją, a nie na płytę przez kogoś wymyśloną. Ja wymyślony nie jestem.

Wymyśliłeś sobie za to dwa pseudonimy – Miszel i Miszanel. Skąd się wzięły?
Miszel jest z czasów, gdy jeździłem do Włoch, do mamy i siostry. Tak mnie tam nazywano. Miszanel narodziło się w szkole, od noszonego przez mnie naszyjnika Coco Channel. Ale i tak zamierzam występować jako Michał Szpak. Oczywiście jeśli ktoś będzie chciał mnie nazywać inaczej, nie obrażę się.

Podoba ci się polska muzyka?
Jedynie underground. Choć nasz underground nie jest wcale undergroundem, bo znają go wszyscy. Tak jest na przykład z grupą Myslovitz, która bardzo lubię. Doceniam też, choć nie słucham, te wszystkie metalowe zespoły robiące zagraniczną karierę, jak Vader czy Behemoth. Z innej beczki, uwielbiam Zbigniewa Preisnera.

A z beczki bardziej popowej?
Wydaje mi się, że w chwili obecnej najlepsza jest Ewa Farna. Robi muzykę na bardzo wysokim poziomie, ma świetny głos. Nie jest może jeszcze pop star, bo u nas w ogóle trudno kogokolwiek nazwać gwiazdą, ale zdecydowanie daje radę.

Co jest największym minusem polskiego show-biznesu?
Jego przeźroczystość. Zbyt wiele w nim nijakości i przewidywalności, muzyka brzmi jakby była stworzona z myślą o graniu na weselu.

Zdarzyło ci się?
Nie, ale raz śpiewałem na ślubie w kościele “Ave Maria”. Było naprawdę bosko [śmiech].

Myślisz o karierze zagranicznej?
Oczywiście, że tak, to przecież marzenie każdego artysty. Chciałbym się jednak póki co skupić na Polsce. Ja naprawdę wierzę, że będę tu potrzebny. Wiem, że przez takie słowa mogę zostać odebrany jako człowiek bardzo zadufany, zapatrzony w siebie, ale ja naprawdę wiem, co chcę i mogę osiągnąć. Mało jest w Polsce osób odważnych zarówno wizerunkowo, jak i i repertuarowo. Zamierzam to zmienić!

Related Images:

Udostępnij:
Oficjalny Fan Club Michała Szpaka | 2011 - 2018 - Wszystkie Prawa Zastrzeżone